Raport Euler Hermes: Polscy eksporterzy a sytuacja w USA

25.07.2013

​Euler Hermes Collections, firma odzyskująca należności polskich eksporterów oraz dostarczająca raporty handlowe, przeanalizowała sytuację gospodarki w USA, m.in.: jakie trudności z odzyskaniem należności od amerykańskich firm zgłaszają polscy eksporterzy oraz jak bankructwo Detroit wpłynie na rynek.

 

Stany Zjednoczone są w większym stopniu dostawcą towarów do Polski (8 pod względem wielkości) niż rynkiem eksportowym (są 14 pod względem wielkości dla polskich towarów). Tym niemniej stan amerykańskiej gospodarki jest dla nas istotny i to nie tylko ze względu na wpływ USA na globalną koniunkturę. Na rynek amerykański eksportujemy m.in. towary spożywcze i meble, z którymi wiążą się kluczowe prognozy dla gospodarki: niskie zatrudnienie oraz ponownie silny rynek mieszkaniowy. Ten mix negatywów i pozytywów w połączeniu z ryzykiem związanym z polityką (batalia o pułap zadłużenia) każe spodziewać się spowolnienia wzrostu gospodarki amerykańskiej w 2013 roku.

 

USA – niski wzrost, ale jednocześnie niezłe pespektywy na rynku towarów konsumenckich oraz mieszkaniowym szansą dla polskich dostawców.

Eksperci Euler Hermes w poniższej analizie omawiają prognozy wzrostu PKB Stanów Zjednoczonych oraz wskazują na co powinni uważać polscy eksporterzy:
  • Mix pozytywów i negatywów w USA: niski poziom zatrudnienia, umacniający się ponownie rynek mieszkaniowy, rodzący ryzyko brak politycznego cosensusu w kwestii zadłużenia.
  • Polscy eksporterzy – odzyskiwanie należności od amerykańskich odbiorców skuteczne po uwzględnieniu specyfiki prawa miejscowego (duże zróżnicowanie lokalne).
  • Upadłość Detroit – nie wpłynie zapewne na rynek, czy też ocenę perspektyw gospodarki amerykańskiej, m.in. z powodu reform podjętych w samorządach amerykańskich od rozpoczęcia kryzysu.
 
Gospodarka amerykańska – mieszanka sprzecznych czynników wpływających na jej wzrost
 
W 2013 i 2014 roku tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki pozostanie poniżej oczekiwań i będzie najsłabsze od czasu „Wielkiego Kryzysu”. Wzrost PKB wyniesie jedynie 1,8% w 2013 roku i 2,7% w 2014 roku, plasując się znacznie poniżej średniej dla całego okresu po II wojnie światowej (3,3%). Nadal widoczny będzie negatywny wpływ osłabienia na rynku pracy, który zmaga się ze strukturalnym bezrobociem, a także rosnących podatków, które skutkują spowolnieniem dochodów i w ślad za tym – konsumpcji. Dodatkowo, spodziewany kres polityki łagodzenia ilościowego wywoła ryzyko wzrostu rentowności obligacji. Te niekorzystne czynniki zostaną jednak zniwelowane poprawą zaufania konsumentów wywołaną rozwojem rynku mieszkaniowego i giełdowego, a także lepszą sytuacją fiskalną państwa. W skrócie:
  • Prognozy dla rynku pracy i rynku mieszkaniowego ulegają dalszej poprawie, jednak automatyczne cięcia wydatków (85 mld USD do października 2013 roku) mogą wywołać spóźniony ujemny efekt w zakresie wydatków konsumenckich na przełomie II i III kwartału 2014 roku. Istnieje jednak szansa na korzystniejszy scenariusz, w którym mniejsze oszczędności budżetowe zniwelują efekt podwyżki podatków.
  • PKB zwolni do 1,8% w 2013 roku, a w 2014 roku nieznacznie przyspieszy (+2,7%) dzięki niższej korekcie fiskalnej i poprawie fundamentów (postępy w delewarowaniu sektora prywatnego, wzrost konkurencyjności sektora produkcyjnego, poprawa kondycji finansowej przedsiębiorstw).
 
W 2014 roku wydatki konsumenckie pozostaną poniżej oczekiwań (+2,6%), co spowodowane będzie słabością rynku pracy, gwałtowną podwyżką realnych podatków dochodowych od osób fizycznych o +10,6% r/r, a w efekcie też niskim wzrostem realnych dochodów osobistych (+1,0% r/r). Te czynniki pozostaną niezmienione. Niemniej stopa wzrostu wydatków zwiększyła się do +2,1% r/r dzięki poprawie zaufania konsumentów (najwyższy poziom od czasu końca recesji) wywołaną lepszą sytuacją na rynku mieszkaniowym, który w 2013 roku kształtuje się stabilnie. Niedawne zmiany budżetowe zmniejszyły nierównowagi fiskalne. Departament Skarbu otrzymał nieoczekiwanie wysokie wpływy z podatków dzięki wyższym dochodom zrealizowanym przed styczniowymi podwyżkami stawek. Biuro Budżetowe Kongresu (CBO) przewiduje, że deficyt budżetowy spadnie do 4% PKB w 2013 roku, z 7% w roku 2012. To korzystna zmiana, ale niestety zmniejszy też presję na rząd związaną z planowaną reformą uprawnień i, ponieważ dwie partie polityczne są dalekie od porozumienia, będzie to już czwarty rok z rzędu bez budżetu. Masowe, automatyczne cięcia budżetowe będą mieć nieznacznie ujemny wpływ na PKB w 2013 roku.
 
Bodźcem dla gospodarki będą inwestycje (+5,8% w 2013 roku i +7,9% w 2014 roku). Wysoki poziom inwestycji mieszkaniowych utrzyma się w 2013 i 2014 roku, napędzany niską podażą, niskimi stopami procentowymi i wzrostem cen. Inwestycje inne niż mieszkaniowe będą miały nieco mniejszy wkład w PKB ze względu na awersję do ryzyka w sektorze przedsiębiorstw. Liczba upadłości nadal zaskakuje in plus, kontynuując spadek o -17% w 2013 roku i -8% w 2014 roku ze względu na poprawę PKB, awersję do ryzyka i utrzymujący niski poziom kosztów pracy. Eksport netto nie wpłynie znacząco na łączny wzrost gospodarczy w 2013 i 2014 roku. W 2013 roku rynki eksportowe czekają trudności (+2,8%). Wzrost w Kanadzie będzie wciąż powolny. Europa jest w recesji, a spowolnienie wykazuje także gospodarka chińska. Wzrost importu w 2013 toku nie będzie imponujący, podobnie jak pozostałe wskaźniki, choć rok 2014 powinien przynieść tu pewne ożywienie.
 
Polityka monetarna wciąż obarczona ryzykiem… Bank Rezerwy Federalnej podtrzymuje obietnice utrzymania stóp procentowych w pobliżu 0% do czasu, aż bezrobocie sięgnie 6,5%, a inflacja pozostanie poniżej 2,5%, co prawdopodobnie nastąpi dopiero w 2015 roku. Obawy, że Fed zacznie wycofywać się z programu łagodzenia ilościowego jeszcze w tym roku, co spowodowało znaczne wahania na rynku obligacji. Bank Rezerwy Federalnej czeka jednak z decyzją o zakończeniu programu na „znaczącą poprawę” rynku pracy, co nie wydaje się prawdopodobne przed końcem roku. W międzyczasie polityka łagodzenia ilościowego skutecznie napędza zarówno rynek mieszkaniowy (wzrost cen o +11% r/r), jak i giełdowy (+25% r/r). Taka strategia rodzi ryzyko bańki inflacyjnej.
 
 
Polscy eksporterzy – z czym powinni się liczyć w kwestii odzyskiwania należności na rynku amerykańskim?
 
- Zlecenia odzyskania należności od odbiorców z USA, jakie otrzymujemy od polskich firm są generalnie powiązane z głównymi sektorami polskiego eksportu na tamten rynek – wyrobami chemicznymi, meblami, żywnością – mówi Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections, spółki z Grupy Allianz. – Posiadamy w USA własny oddział, tak więc mamy duże doświadczenie na tamtejszym rynku i obsługujemy liczne grono eksporterów z Polski. Otrzymywaliśmy też od nich bardziej nietypowe zlecenia windykacyjne, m.in. od spółki medialnej czy od dostawcy bombek. Kwestią istotną w przypadku eksportu do USA nie jest zagrożenie braku zapłaty powiązane w jakiś szczególny sposób z konkretna branżą. Zamiast tego w strategii odzyskiwania należności brać pod uwagę trzeba raczej miejsce, gdzie siedzibę ma dłużnik. Windykacja ( szczególnie na etapie sądowym) na terenie USA jest o tyle trudna, że poszczególne stany charakteryzują się dużą autonomią. Prawo obowiązujące w jednym stanie może więc znacznie się różnić od tych regulacji, które zostały przyjęte w innych stanach – uważa Maciej Harczuk.
 
Agnieszka Sztyber, Dyrektor Windykacji Międzynarodowej w Euler Hermes Collections, spółki z Grupy Allianz dodaje: – Różnice pomiędzy stanami dotyczą również okresów przedawnienia wierzytelności, w zależności od stanu i przedmiotu wymiany handlowej oraz zawartej umowy, od 2 do 10lat, np. w stanie Pensylwania są to 4 lata.
 
Należy jednak podkreślić, że wierzytelności przekraczające 50 tyś. USD mogą zostać przekazane do Sądu Federalnego, co znacznie przyspiesza przewód sądowy. – Sądy Federalne mogą orzekać w sprawach, które ze względy na swój charakter wykraczają poza granice stanowe, czy kraju tak więc obejmują wierzytelności międzynarodowe – dodaje Agnieszka Sztyber.

Detroit – wyjątek, czy reguła?
 
- Z makroekonomicznego punktu widzenia, upadłości Detroit nie powinna mieć absolutnie żadnego wpływu na ocenę amerykańskiej gospodarki – stwierdza Dan North, Główny Ekonomista Euler Hermes North America Insurance Company. Przede wszystkim – nie było to żadne zaskoczenie, nie był to nawet efekt kryzysu ostatnich kilku lat. Budżet Detroit, mekki amerykańskiej motoryzacji i przemysłu był w kryzysie od dziesięcioleci, Od miesięcy było nieuniknione, że miasto będzie restrukturyzować swoje zadłużenie lub będzie zmuszone ogłosić upadłość. Rynek zdążył już więc zdyskontować tę informację – nie ma więc efektu szoku. – Nie sądzę, że ta deklaracja bankructwa pomimo skali niewypłacalności miała wpływ na rynek kredytu kupieckiego lub szerzej - na rynek finansowy. Ale wynik postępowania upadłościowego Detroit może mieć pewne skutki w skali całego kraju. Trzeba też dodać, że to postępowanie upadłościowe może trwać ponad rok, gdyż dotyczy ponad 100.000 wierzycieli – mówi Dan North.
 
Na przykład miasto jest winne setki milionów dolarów związkowym funduszom wynagrodzeń i emerytalnym, które twierdzą, że zobowiązania te nie mogą być anulowane nawet w przypadku bankructwa. Jeżeli jednak wniosek ten zostałby obalony, może to skłonić fundusze związkowe w innych zagrożonych miastach lub stanach do większej elastyczności i ułatwić renegocjacje ich umów w przypadku zagrożenia.
 
Innym efektem rozstrzygnięć związanych z Detroit może być zmiana postrzegania obligacji komunalnych, które zwykle uważa się za bardzo bezpieczne, ponieważ często są one gwarantowane przez dedykowaną część wpływów podatkowych. Jeżeli sąd uzna, że obligacje te są tożsame z innymi, niezabezpieczonymi pożyczkami – jak argumentuje miasto, to dotkną je analogiczne cięcia i redukcje w spłacie. – Może to zwiększyć koszty pozyskania pożyczek dla innych amerykańskich miast i samorządów terytorialnych, chcących emitować obligacje komunalne w przyszłości - uważa Dan North.
 
- Pomimo iż także inne miasta i jednostki terytorialne w USA mają podobne problemy finansowe, trzeba pamiętać, że od początku recesji władze lokalne podejmują działania naprawcze. Redukują zadłużenie, zmniejszają zatrudnienie, obniżają koszty… a obecnie dochody podatkowe rosną ze względu na poprawę gospodarki i wzrost wartości nieruchomości. Innymi słowy – finanse tych amerykańskich miast i jednostek terytorialnych, które nie są aktualnie w kryzysie ulegają już poprawie, a nie pogorszeniu – reasumuje Dan North.
 
- W Polsce samorządy terytorialne także przeprowadzają oszczędności – jednak w pierwszej kolejności kosztem inwestycji, a nie zatrudnienia… - mówi Tomasz Starus, Główny Analityk i Dyrektor Biura Oceny Ryzyka w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes w Polsce. – Na ich korzyść działał kryzys w budownictwie – spadek cen towarów i usług budowlanych, co obok funduszy unijnych pozwoliło złagodzić w jakimś stopniu działania dostosowawcze. Skala oszczędności nie przybrała więc tak drastycznej formy jak w Stanach Zjednoczonych. Tym niemniej analogią z USA może być zmniejszenie niezachwianej jak dotąd wiarygodności polskich samorządów jako zamawiającego. Wszak wiele upadłości w ostatnim roku wiązało się z wykonywaniem prac i dostarczaniem materiałów na inwestycje zlecone przez jednostki centralne oraz samorządy terytorialne – komentuje Tomasz Starus.